siebie Syriusza, niestety bez skutecznie. Zaczęłam się zastanawiać czy on też trafił do tego świata, a może został w naszym? A podstawowe pytanie brzmiało: jak wrócić do domu?
Słońce było coraz wyżej na niebie, coraz bardziej dawało się we znaki. W opustoszałym miasteczku nie mogłam liczyć na cień. Ruszyłam w stronę lasu.
Wchodząc do lasu zauważyłam stado dzikich koni, które intensywnie mi się przyglądały. Jeden szczególnie rzucił mi się w oczy. Stał najbliżej mnie, jego wzrok nie był przepełniony strachem jak reszty jego stada. Na jego karej skórze widniało białe znamię, które przypominało pióro. Nie oglądając się za siebie poszłam dalej w ciemny las. Teraz moim największym priorytetem było szukanie wody, w tym klimacie długo bez niej nie przeżyje.
Zapadał zmrok, moim oczom ukazała się mała rzeczka płynąca przez las. Jak widać był to jedyny wodopój w okolicy , roiło się tam od różnych zwierząt. Byłam tak spragniona że nie myślałam racjonalnie. Podbiegłam do rzeki i zaczęłam zachłannie pić wodę. Drapieżnikom się to nie spodobało.
Prosimy o komentarze.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz