Zakaz Kopiowania

poniedziałek, 22 lipca 2013

Rozdział 6

   Tipi wodza było największe ze wszystkich, sam wódz Czuwających wilków był mężczyzną w starszym wieku z twarzą podobną do syna.
   W pomieszczeniu oprócz niego była tylko jego żona o imieniu Kwitnąca, była bardzo piękną kobietą
   Głos Wiatru powiedział coś w obcym języku do ojca, ten po chwili do mnie przemówił:
-Jestem wodzem czuwających wilków, nazywam się Wilczy Kieł. Syn powiedział mi że przybywasz z obcych krajów, czy to prawda?
-Tak jestem z Bostonu. Wilczy pazur chwilę się zastanowił zanim powiedział:
-Od wieków nie przybył ktoś taki jak ty, w krainie Orbis, ostatnie wrota zamkną pewien szaman, obawiał się że tacy jak ty zapragną zagarnąć nasze ziemie, po za tym tylko ludzie o wyjątkowym sercu mogą przejść te wrota.
   Nic z tego nie rozumiałam, Ci ludzie twierdzą że jesteśmy w innej krainie. Chciałam coś powiedzieć ale wódz mnie uprzedził.
-Dobrze, zatem opowiedz mi jak się tu znalazłaś?
   Opowiedziałam mu wszystko począwszy od mojej krainy do tej rozmowy. W trakcie historii jego twarz pozostawała kamienną maską, aż do chwili gdy wspomniałam o karym koniu. W jego oczach zawitał blask nadziei, trwał on krótko ale nie dało się go pomylić z niczym innym.
   W chwili gdy skończyłam opowieść do tipi wbiegła młoda Indianka. Stanęła przy wodzu i niepewnie spojrzała na mnie, powiedziała coś w obcym języku do wodza. Jego wzrok powędrował na mnie ze słowami:
-Szamanka Cię oczekuje. Czeka w swojej siedzibie, Głos Wiatru Cię tam zaprowadzi.
   Chłopak bez słowa wyszedł z tipi, jak zawsze milczący prowadził mnie do lasu. Całą drogę przebyliśmy w milczeniu.
    Doszliśmy do wielkiej groty tam chłopak mnie zostawił. Niepewna co mam dalej robić weszłam do jaskini. Była duża, pod sufitem kłębiło się sporo dymu, na środku groty było ognisko, nie zwykłe ognisko, palił się na niebiesko.
    Z głębi pomieszczenia wyszła szamanka. Miał na sobie wiele wisiorków, jej szata zrobiona ze skóry niedźwiedzia wisiała na niej jak worek, jej twarz okalały zsiwiałe ze starości włosy. Cały image wyglądał dość szalenie jak hipis z Miami  Beach.
-Wyczekiwałam Ciebie Meandro. Gwiazdy powiedziały mi kiedy przyjdziesz.-Powiedziała miłym dźwięcznym głosem.
-Czemu mnie wezwałaś?-Spytałam, głos strasznie mi drżał.
-Mam dla Ciebie zadanie, ale ostrzegam nie jest ono łatwe, zanim zdecydujesz się podjąć tej misji pomyśl o tym co Cie czeka.
-Ale dlaczego ja?-Nie jestem wyjątkowa, mam a raczej miałam zwykłe życie.
-Twoje życie się zmieniło gdy jako 7-latka spotkałaś na swej drodze wyjątkowe stworzenie, które wybrało Cię byś dokończyła misję swoich przodków.
   Nagle zrozumiałam, kluczem do tego świata jest Syriusz, on mnie tu sprowadził.
-To tylko przypadek-Powiedziałam
-Nic nie dzieje się przypadkiem, on był Ci pisany od chwili narodzin, wiedział że sprostasz temu zadaniu.
   Od tych słów zakręciło mi się w głowie, podjęłam decyzje.
-Zgadzam się.
   Szamanka uśmiechnęła się do mnie, jak by spodziewają się tej odpowiedzi, błękitny płomień znów stał się czerwony.




Prosimy o komentarze.
Clary i Cadance 
 
 

czwartek, 20 czerwca 2013

Rozdział 5

   Obudził mnie palący ból w głowie. Wczorajszy dzień pamiętam jak przez mgłę, jedyne co wiem to to, że gdyby nie kary koń to pewnie by mnie tu nie było.
   Leżąc na plecach zobaczyłam, że jestem w "domku" ze skóry. Sądząc po wielkości i z materiału z którego był zbudowany, znajdowałam się indiańskim tipi.
   Wyszłam na zewnątrz.Wokół mnie znajdowało się tuzin tipi podobnych do tego w którym przed chwilą byłam , różniły się tylko wielkością. Cała "wioska" znajdowała się na polanie w środku lasu. Niestety moich wybawców nie było w pobliżu .
   Poszłam do lasu, przy jednym z drzew były przywiązane konie. Wszystkie miały namalowany jakiś symbol na zadzie. Przez chwile przyglądałam się koniom , potem poszłam dalej ścieżką przez las.
   Idąc usłyszałam szelest zza krzaków. Odwróciłam się plecami , to był mój błąd. Coś wskoczyło mi na plecy, siła z jaką we mnie uderzyło rzuciła mnie z nóg. Próby przekręcenia się na plecy były bezskuteczne. Gdy już miałam się poddać Syriusz zaatakował, uwalniając mnie od ciężaru napastnika. Gdy wstałam zobaczyłam co mnie zaatakowało. Był to wielki rudy wilk, Syriusz nie miał z nim szans pomimo tego że był dość dużym psem. Gdy miałam wkroczyć pomiędzy zwierzęta wilk nagle odpuścił usłyszawszy gwizdanie. Ode tknęłam z ulgą. Nie wybaczyłabym sobie gdyby mój pies przez mnie zginął.
   Podniosłam głowę chcąc wiedzieć skąd pochodzi gwizdanie. Ujrzałam wysokiego chłopaka o miedzianej cerze z kruczoczarnymi włosami i czarnymi jak węgle oczami. Jego ciało było umięśnione. Miał na sobie tylko spodenki ze skóry jakiegoś zwierzęcia.
   Odzyskałam mowę ale i tak wydukałam tylko ciche dziękuje.
-Jak się nazywasz? - Spytał po angielsku z dziwnym akcentem, jego barwa głosu była ładna.
-Mea, A ty?
- Jestem Głos Wiatru.
- Dziękuje za pomoc, nie wiem co by się stało gdybyś nie przyszedł
-Nie musiałaś się martwic Płonąca nic by nie zrobiła.
   Chciałam się go zapytać jak się tu znalazłam i gdzie jestem ale on mnie uprzedził.
-Trzy dni temu znaleźliśmy Cię niedaleko wodopoju. Przez chwilę byłaś przytomna potem zemdlałaś z wycieczenia. Zaniosłem Cię do naszej wioski, teraz jak widać już sobie sama radzisz. Skąd pochodzisz, jak nazywa się twój klan?
-Mieszkam na obrzeżach Bostonu, u nas nie ma klanów.
-Dziwne, nasz klan nazywa się czuwające wilki. Przedstawię Ci wodza czyli mojego ojca
-Zaczekaj, gdzie jesteśmy- Z moich ust poleciał potok słów.-Byłam w lesie, przeszłam przez stary łuk i nagle jestem tutaj, mógłbyś mi to wyjaśnić.
-To niemożliwe że jesteś z obcych krajów. Musisz natychmiast porozmawiać z wodzem i szamanką.
   Na tym skończyła się nasza rozmowa. Nie mówiąc nic poszedł w stronę wioski, nie mając wyboru poszłam za nim.

 Clary i Cadence
Prosimy o komentarze.

niedziela, 2 czerwca 2013

Rozdział 4

   W jednej chwili rozpętało się piekło. Zwykle rywalizujące ze sobą zwierzęta połączyły siły by dorwać intruza. Zapanował chaos , biegłam ile sił w nogach by dotrzeć do miejsca gdzie połączyły się dwa światy z nadzieją że wrócę do mojego domu. Nie zdążyłam dotrzeć nawet do skraju lasu, ponieważ się potknęłam. Już myślałam że zwierzęta rzucą się na mnie, tym czasem one zamarły wpatrując się ponad moją głowę. Również się odwróciłam. Stał tam kary koń wpatrując się w wściekłe zwierzęta , jeden z wilków zawarczał , reszta odpowiedziała mu tym samym. Tym czasem koń wiedząc co za chwilę nastąpi staną dęba pokazując się w pełnej krasie. Wilki najeżyły się broniąc swojej zdobyczy, koń zaczął wymachiwać kopytami. Spór między zwierzętami wyglądał jak rozmowa , stanęłam przed sądem, nie wiedząc czy przeżyje czy nie. W jednej chwili do rozmowy włączyła się reszta stada karego konia , szansę były teraz wyrównane. Wilki widząc to zrezygnowały. Ostatnią rzeczą jaką pamiętam było niebo. Upadłam w ciemność.

Clary i Candance 
Prosimy o komentarze. 

Rozdział 3

   Gdy ponownie otworzyłam oczy ,obraz który widziałam przed chwilą był teraz zupełnie inny niż ten na , który teraz patrzyłam. Był to dziki zachód jak z prawdziwego westernu. Plac na, którym się znajdowałam wyglądał jak mała pustynia pośrodku drewnianego miasteczka , nie dało się ukryć faktu że jest ono opuszczone. Za dawno już zapomnianymi domkami rozciągał się las. Znowu podjęłam próby przywołania do  
siebie Syriusza, niestety bez skutecznie. Zaczęłam się zastanawiać czy on też trafił do tego świata, a może został w naszym? A podstawowe pytanie brzmiało: jak wrócić do domu? 
   Słońce było coraz wyżej na niebie, coraz bardziej dawało się we znaki. W opustoszałym miasteczku nie mogłam liczyć na cień. Ruszyłam w stronę lasu.
   Wchodząc do lasu zauważyłam stado dzikich koni, które intensywnie mi się przyglądały. Jeden szczególnie rzucił  mi się w oczy. Stał najbliżej mnie, jego wzrok nie był przepełniony strachem jak reszty jego stada. Na jego karej skórze widniało białe znamię, które przypominało pióro. Nie oglądając się za siebie poszłam dalej w ciemny las. Teraz moim największym priorytetem było szukanie wody, w tym klimacie długo bez niej nie przeżyje. 
   Zapadał zmrok, moim oczom ukazała się mała rzeczka płynąca przez las. Jak widać był to jedyny wodopój w okolicy , roiło się tam od różnych zwierząt. Byłam tak spragniona że nie myślałam  racjonalnie. Podbiegłam do rzeki i zaczęłam zachłannie pić wodę. Drapieżnikom się to nie spodobało.   
   
      Clary i Cadence









Prosimy o komentarze.

piątek, 31 maja 2013

Rozdział 2

   Nie wiem jak długo biegłam, ale gdy się zatrzymałam ujrzał ruiny starego zamku. Mój wierny przyjaciel siedział przy łuku z białego kamienia. Wyglądał jakby czekał na moje przyjście. Zaczęłam błądzić wzrokiem bo pozostałościach budowli. Niegdyś piękny zamek, dziś tylko kolumny i łuk. Syriusz nadal pozostawał na swoim miejscu. W pewnej chwili skierował się w stronę łuku. Jednym susem skoczył na drugą stronę budowli z białego kamienia. Zniknął. Nawoływanie psa było nadaremne. Zaczęłam się zastanawiać czy to co widziałam było prawdziwe. Przeszłam przez łuk. Czas jakby nagle się zatrzymał, zaczęło mi się kręcić w głowie. Zamknęłam oczy, z nadzieją że gdy je znowu otworze wszystko wróci do normy.

Clary i Cadence
Prosimy o komentarze.

Rozdział 1

  Wstrzymałam oddech. Wszystko co przed chwilą przeczytałam wydawało mi się absurdalne. Smoki, wojna, bogowie tylko szaleniec mógł by w to uwierzyć.Więc jestem szaleńcem.
   Zamknęłam starą książkę, z pożółkłych stron wzbiła się w górę kłąb kurzu. Wszystko wokół mnie było okryte kurzem. Rozglądając się po pokoju zatrzymałam wzrok na książce Zauważyłam na niej wyryte symbole, przypominające zawijane litery. Wszystko na tym strychu było dziwaczne, czułam się jak Alicja w Krainie Czarów, Czytając tą książkę wpadałam do króliczej nory. Wychodząc ze strychu wzięłam księgę do swojego nowego pokoju. Los ludzi i smoków interesuje mnie bardziej niż zwiedzanie nowego domu.
   Wchodząc do pokoju zrobiło mi się żal tych szarych ścian , nie zadbanych mebli. Położyłam księgę na moim starym biurku , były to jedyna rzecz , która ocalała z mojego starego domu . Na jednej ze ścian wisiało lustro po poprzednich właścicielach budynku. Odruchowo w nie spojrzałam. Ujrzałam tą samą twarz co wczoraj : Długie miodowe włosy opadające falą na plecy , oczy w kolorze delikatnego błękitu, wyraźne kości policzkowe i śniadą cerę. Byłam niska jak na swój wiek , chociaż moja sylwetka zaokrągliła się gdzieniegdzie.
   Moje wakacje zapowiadały się wspaniale: nowe miasto , nowe znajomości , jednak nie wszystko szło po mojej myśli.
   Całą noc śniły mi się smoki. Nie były to bajeczki na dobranoc , były to koszmary , w których ogień pochłaniał świat.
   Rano obudził mnie mój pies Syriusz. Zawsze miałam dobre podejście do zwierząt. Gdy miałam 7 lat Syriusz przybłąkał się pod drzwi mojego domu, był jeszcze taki mały. Rodzice byli przeciwni jakimkolwiek zwierzętom w domu . Zabrałam potajemnie szczeniaka do swojego pokoju. Od razu się polubiliśmy,mimo że pogryzł moje wszystkie zabawki, nadal wierzyłam że jest on idealnym psem dla nas. Dorastaliśmy razem a z czasem zabawki mu się znudziły a jego ulubioną zabawą stało się chowanie przed moimi rodzicami. Był w tym naprawdę dobry. W końcu moi rodzice domyślili się że ukrywam Syriusza ,i mimo że ich okłamałam to przyjęli go z otwartymi ramionami.
   Na to wspomnienie od razu się uśmiechnęłam. Mimo upływu tylu lat pamiętam to jakby stało się to wczoraj.
   Szybko się ubrałam. Zwiedzanie okolicy z najlepszym przyjacielem u boku, było tym czego najbardziej potrzebowałam. Pierwszym widokiem, który rzucił się się w oczy był las.Syriusz rzucił się w tamtą stronę, a ja pobiegłam za nim.


Clary i Cadence
Prosimy o komentarze.

Prolog

   Jest to historia, której nie znajdziecie w żadnej książce.
   Jest to opowieść kiedy ludzie i smoki rządzili światem, kiedy ludzie i smoki tworzyli jedność, kiedy człowiek patrzył w oczy swojej duszy.
   Między człowiekiem a jego smokiem jest więź. Więź zostaje zerwana tylko wtedy gdy zginie człowiek,lecz gdy zginie smok, człowiek traci część swojej duszy.
   

   Dawno temu, gdy w rozległych krańcach świata ludzie toczyli ze sobą wojny. Władcy Olimpu postanowili dać ludziom ostatnią szansę , śląc Artemidę z zastępem kryształowych smoków, która zaprzestała wojną. Bogini ofiarowała ludziom swoich wojowników.
  Dusza człowieka była odbiciem duszy smoka, a gdy się odnajdywali powstawał niezwykła więź. Od tej pory, ludzie uwolnieni od pychy zmienili swoje oblicze, ale nigdy nie byle tak kryształowi jak smoki.
   Później nastały złe czasy, ludzie robili straszne rzeczy a smoki znikały z powierzchni ziemi. Artemida zrozpaczona tym widokiem zesłała głód na świat. A smoki  ukryła w krainie zwanej Orbis. Pozostałością po tych świetlnych latach jest znamię w kształcie pióra które dziedziczą potomkowie dawnych jeźdźców.