Zakaz Kopiowania

czwartek, 20 czerwca 2013

Rozdział 5

   Obudził mnie palący ból w głowie. Wczorajszy dzień pamiętam jak przez mgłę, jedyne co wiem to to, że gdyby nie kary koń to pewnie by mnie tu nie było.
   Leżąc na plecach zobaczyłam, że jestem w "domku" ze skóry. Sądząc po wielkości i z materiału z którego był zbudowany, znajdowałam się indiańskim tipi.
   Wyszłam na zewnątrz.Wokół mnie znajdowało się tuzin tipi podobnych do tego w którym przed chwilą byłam , różniły się tylko wielkością. Cała "wioska" znajdowała się na polanie w środku lasu. Niestety moich wybawców nie było w pobliżu .
   Poszłam do lasu, przy jednym z drzew były przywiązane konie. Wszystkie miały namalowany jakiś symbol na zadzie. Przez chwile przyglądałam się koniom , potem poszłam dalej ścieżką przez las.
   Idąc usłyszałam szelest zza krzaków. Odwróciłam się plecami , to był mój błąd. Coś wskoczyło mi na plecy, siła z jaką we mnie uderzyło rzuciła mnie z nóg. Próby przekręcenia się na plecy były bezskuteczne. Gdy już miałam się poddać Syriusz zaatakował, uwalniając mnie od ciężaru napastnika. Gdy wstałam zobaczyłam co mnie zaatakowało. Był to wielki rudy wilk, Syriusz nie miał z nim szans pomimo tego że był dość dużym psem. Gdy miałam wkroczyć pomiędzy zwierzęta wilk nagle odpuścił usłyszawszy gwizdanie. Ode tknęłam z ulgą. Nie wybaczyłabym sobie gdyby mój pies przez mnie zginął.
   Podniosłam głowę chcąc wiedzieć skąd pochodzi gwizdanie. Ujrzałam wysokiego chłopaka o miedzianej cerze z kruczoczarnymi włosami i czarnymi jak węgle oczami. Jego ciało było umięśnione. Miał na sobie tylko spodenki ze skóry jakiegoś zwierzęcia.
   Odzyskałam mowę ale i tak wydukałam tylko ciche dziękuje.
-Jak się nazywasz? - Spytał po angielsku z dziwnym akcentem, jego barwa głosu była ładna.
-Mea, A ty?
- Jestem Głos Wiatru.
- Dziękuje za pomoc, nie wiem co by się stało gdybyś nie przyszedł
-Nie musiałaś się martwic Płonąca nic by nie zrobiła.
   Chciałam się go zapytać jak się tu znalazłam i gdzie jestem ale on mnie uprzedził.
-Trzy dni temu znaleźliśmy Cię niedaleko wodopoju. Przez chwilę byłaś przytomna potem zemdlałaś z wycieczenia. Zaniosłem Cię do naszej wioski, teraz jak widać już sobie sama radzisz. Skąd pochodzisz, jak nazywa się twój klan?
-Mieszkam na obrzeżach Bostonu, u nas nie ma klanów.
-Dziwne, nasz klan nazywa się czuwające wilki. Przedstawię Ci wodza czyli mojego ojca
-Zaczekaj, gdzie jesteśmy- Z moich ust poleciał potok słów.-Byłam w lesie, przeszłam przez stary łuk i nagle jestem tutaj, mógłbyś mi to wyjaśnić.
-To niemożliwe że jesteś z obcych krajów. Musisz natychmiast porozmawiać z wodzem i szamanką.
   Na tym skończyła się nasza rozmowa. Nie mówiąc nic poszedł w stronę wioski, nie mając wyboru poszłam za nim.

 Clary i Cadence
Prosimy o komentarze.