W pomieszczeniu oprócz niego była tylko jego żona o imieniu Kwitnąca, była bardzo piękną kobietą
Głos Wiatru powiedział coś w obcym języku do ojca, ten po chwili do mnie przemówił:
-Jestem wodzem czuwających wilków, nazywam się Wilczy Kieł. Syn powiedział mi że przybywasz z obcych krajów, czy to prawda?
-Tak jestem z Bostonu. Wilczy pazur chwilę się zastanowił zanim powiedział:
-Od wieków nie przybył ktoś taki jak ty, w krainie Orbis, ostatnie wrota zamkną pewien szaman, obawiał się że tacy jak ty zapragną zagarnąć nasze ziemie, po za tym tylko ludzie o wyjątkowym sercu mogą przejść te wrota.
Nic z tego nie rozumiałam, Ci ludzie twierdzą że jesteśmy w innej krainie. Chciałam coś powiedzieć ale wódz mnie uprzedził.
-Dobrze, zatem opowiedz mi jak się tu znalazłaś?
Opowiedziałam mu wszystko począwszy od mojej krainy do tej rozmowy. W trakcie historii jego twarz pozostawała kamienną maską, aż do chwili gdy wspomniałam o karym koniu. W jego oczach zawitał blask nadziei, trwał on krótko ale nie dało się go pomylić z niczym innym.
W chwili gdy skończyłam opowieść do tipi wbiegła młoda Indianka. Stanęła przy wodzu i niepewnie spojrzała na mnie, powiedziała coś w obcym języku do wodza. Jego wzrok powędrował na mnie ze słowami:
-Szamanka Cię oczekuje. Czeka w swojej siedzibie, Głos Wiatru Cię tam zaprowadzi.
Chłopak bez słowa wyszedł z tipi, jak zawsze milczący prowadził mnie do lasu. Całą drogę przebyliśmy w milczeniu.
Doszliśmy do wielkiej groty tam chłopak mnie zostawił. Niepewna co mam dalej robić weszłam do jaskini. Była duża, pod sufitem kłębiło się sporo dymu, na środku groty było ognisko, nie zwykłe ognisko, palił się na niebiesko.
Z głębi pomieszczenia wyszła szamanka. Miał na sobie wiele wisiorków, jej szata zrobiona ze skóry niedźwiedzia wisiała na niej jak worek, jej twarz okalały zsiwiałe ze starości włosy. Cały image wyglądał dość szalenie jak hipis z Miami Beach.
-Wyczekiwałam Ciebie Meandro. Gwiazdy powiedziały mi kiedy przyjdziesz.-Powiedziała miłym dźwięcznym głosem.
-Czemu mnie wezwałaś?-Spytałam, głos strasznie mi drżał.
-Mam dla Ciebie zadanie, ale ostrzegam nie jest ono łatwe, zanim zdecydujesz się podjąć tej misji pomyśl o tym co Cie czeka.
-Ale dlaczego ja?-Nie jestem wyjątkowa, mam a raczej miałam zwykłe życie.
-Twoje życie się zmieniło gdy jako 7-latka spotkałaś na swej drodze wyjątkowe stworzenie, które wybrało Cię byś dokończyła misję swoich przodków.
Nagle zrozumiałam, kluczem do tego świata jest Syriusz, on mnie tu sprowadził.
-To tylko przypadek-Powiedziałam
-Nic nie dzieje się przypadkiem, on był Ci pisany od chwili narodzin, wiedział że sprostasz temu zadaniu.
Od tych słów zakręciło mi się w głowie, podjęłam decyzje.
-Zgadzam się.
Szamanka uśmiechnęła się do mnie, jak by spodziewają się tej odpowiedzi, błękitny płomień znów stał się czerwony.
Prosimy o komentarze.
Clary i Cadance